Jaki jest jadłospis jutra?

Warzywa

Czasy, gdy rodziny spotykały się przy trzech posiłkach dziennie, dawno minęły. Dziś jada się nieregularnie, w biegu, często bez siadania przy stole. Dietetycy alarmują, że nawyki żywieniowe Amerykanów, które zapewne wkrótce przywędrują także do Polski (w ślad za fast foodami i popcornem), upodabniają nas do krów na pastwisku, zajętych ciągłym przeżuwaniem. To już nie pojadanie między, lecz liczne przegryzki pochłaniane zamiast posiłków.

Jakie produkty spożywcze dominują?

Koncerny spożywcze zalewają więc rynek paczkowanym jedzeniem na jeden kęs. Łatwo je wsunąć do kieszeni i torebki, łatwo zjeść, trzymając jedną ręką, z drugą zajętą komputerową myszą lub kierownicą auta. Ku przerażeniu właścicieli sieci fast foodów, nawet hamburger stał się nieporęczny. Najlepiej sprzedają się batoniki zlepiane z orzechów i suszonych owoców. Dają złudzenie, że je się zdrowo i niskokalorycznie. Na szczęście nie wszyscy ograniczają się do pospiesznego napychania żołądka. Inne mody i nowości w dziedzinie genetyki i technologii żywności pozwalają optymistyczniej spojrzeć na menu przyszłości.

Wyraźnie rysują się dwie drogi, którymi podąża branża spożywcza. Jedna wiedzie ku silnej ingerencji człowieka w produkty żywnościowe i zapewni przyszłym konsumentom mocno przetworzone, niepsujące się latami gotowce, produkowane z transgenicznych roślin i zwierząt. Druga ścieżka wraca do korzeni: minimalnie przetworzonego jedzenia uzyskiwanego metodami naturalnymi i spożywanego bez pośpiechu.

Naturalna czy przetworzona, żywność powinna być przede wszystkim bezpieczna. I nietucząca! To jeszcze jedna żywieniowa moda, przybierająca ostatnio na sile ? z jednej strony efekt światowej dyktatury szczupłości (synonimu zdrowia i urody), z drugiej zaś odpowiedź na prognozy WHO, które wieszczą, że otyłość będzie globalną chorobą XXI wieku. Na świecie liczba ludzi otyłych wzrosła w ostatnim dziesięcioleciu z 200 do prawie 300 milionów. Producenci sycą apetyty na nietuczącą żywność, oferując produkty typu light. Nie wszystkie one są jednak mniej kaloryczne. Czekolada light owszem, nie zawiera cukru (zastępuje go słodzik), ale tłuszczu ma tyle co inne.

Nie dość, że jedzenie przysparza niechcianych kilogramów, to jeszcze wciąż dowiadujemy się o nowych zagrożeniach czyhających na talerzu. Krowa, z której powstał gulasz, mogła być szalona, kurczak zagrypiony, lody mogą kryć salmonellę, a chipsy i płatki śniadaniowe rakotwórczy akryloamid. Metale ciężkie mogą być w warzywach i nawet ryby, cieszące się opinią bardzo zdrowych, nie są bez winy ? w ich mięsie kumuluje się niebezpieczna rtęć. Spożycie grozi więc chorobą.

Jeśli natomiast wytwórca eliminuje tłuszcz, musi zastąpić go zagęstnikiem, by odtworzyć konsystencję produktu. Im bardziej przetworzony jest produkt (jak ciasto w proszku czy bita śmietana w sprayu), tym dłuższa lista sztucznych dodatków: barwników, aromatów, konserwantów, przeciwutleniaczy, regulatorów kwasowości, emulgatorów i stabilizatorów, zagęstników, substancji wzmacniających smak i zapach itd. Cena niskiej kaloryczności produktów bywa więc wysoka, bo choć nietuczące, nie zawsze wychodzą nam na zdrowie. Autorzy starych powieści science fiction poczuliby się rozczarowani na widok tego, czym odżywiamy się na początku XXI wieku. Mimo wszystko żywność bardziej przypomina dziś tę sprzed 50 lat niż futurystyczne pigułki zawierające dobową rację żywnościową. Nie tylko dlatego, że nie potrafimy wyprodukować takich pastylek, które zadowoliłyby nasz przewód pokarmowy. Ludzie podejrzliwie patrzą na nowinki i wolą, by jedzenie wyglądało i smakowało naturalnie. Trwa moda na imitujące tradycyjne „szynki babuni”, „pasztety teściowej” i masła w osełkach.

Bez mięsa?

Wielu konsumentów boi się rewolucyjnych zmian, zwłaszcza gdy wiążą się z nimi dylematy etyczne. Transgeniczne warzywa i owoce znajdują powoli akceptację, ale nie będzie to łatwe w przypadku genetycznie zmodyfikowanych zwierząt. Na wprowadzenie do przemysłu spożywczego klonowania czy hodowli tkankowych trzeba będzie jeszcze długo czekać.

Sałatka

Niewykluczone jednak, że w przyszłości wcale nie będzie chętnych na mięso. Już dziś dieta wegetariańska ma wielu zwolenników. Wybierają ją z powodów religijnych, zdrowotnych, etycznych, a ostatnio też ze strachu przed zarażonym mięsem. Najszybciej wegetarian przybywa w Wielkiej Brytanii i USA ? gdyby utrzymali tempo, już w 2050 r. liczba jaroszy w tych krajach zbliżyłaby się do 100% populacji. Bez wątpienia roślinożerna ludzkość przyniosłaby ulgę naszej planecie. Pole o powierzchni pięciu boisk piłki nożnej mogłoby wyżywić: dwóch ludzi jedzących mięso, 10 ludzi jedzących kukurydzę, 24 ludzi jedzących zboża lub 64 ludzi jedzących soję. Oczywiście nikt nie żywi się tak monotonnie, ale te porównania przemawiają do wyobraźni. Wielu ekologów wegetarian przekonuje, że zamiast mięsa można by jeść pożywne glony lub soję, która obok wartości odżywczych ma tę zaletę, że można z niej zrobić produkt o dowolnym smaku. Wegetarianizm zapewniłby też przeludniającemu się światu tańsze wyżywienie.

Mimo postępującej globalizacji i upodabniających się gustów kulinarnych na świecie, trudno przypuszczać, że nadejdzie taki dzień, gdy wszystkim będzie smakowało dokładnie to samo. Różnorodność smakołyków oferowanych przez sklepy spożywcze będzie się zwiększać, a kuchnia pozostanie jedną z największych pasji ludzkości.